Klient dostaje cenę i termin od razu, o dowolnej porze — a do Państwa trafia gotowe zlecenie ze skanem zamiast pytania „ile to kosztuje”.
W Wiedniu pracujemy na miejscu — możemy spotkać się osobiście i pokazać, co budujemy.
„Ile kosztuje tłumaczenie aktu urodzenia?” „A prawa jazdy?” „A świadectwa pracy?” Każda odpowiedź to kilka minut: przeczytać, dopytać o skan, policzyć strony, napisać.
Do tego dochodzi sezonowość spraw urzędowych: uznanie dyplomu, meldunek, zasiłek rodzinny, sprawy spadkowe. Kto jest widoczny wtedy, kiedy trzeba, ma ciągły dopływ zleceń.
Adresy działające na żywo — można wejść i sprawdzić.



Wystarczą dwa–trzy zdania. Odpowiadamy w ciągu jednego dnia roboczego, bez prezentacji handlowej i bez dzwonienia co trzy dni.
Do Wiednia przyjeżdżamy — jeśli wygodniej omówić projekt na miejscu, napiszcie o tym w wiadomości, a umówimy spotkanie u Państwa. Pokażemy wtedy działające strony, które zbudowaliśmy, i to, co dałoby się zrobić u Was.
Każde zlecenie jest inne, tego nie da się wycenić automatem.
I nie próbujemy. Wyceniane jest tylko to, co powtarzalne — dokumenty standardowe, które i tak mają Państwo w cenniku. Wszystko nietypowe trafia do Państwa jako zapytanie, ale już ze skanem i terminem.
Boję się, że stracę kontrolę nad ceną.
Stawki ustalają Państwo i zmieniają, kiedy chcą. Strona liczy według Państwa reguł i nie potwierdza żadnego zlecenia bez Państwa.
Mam stronę kancelarii, w której pracuję.
To się nie wyklucza. Mówimy o osobnej stronie kierowanej do polskojęzycznych klientów, niezależnej od strony pracodawcy — z własnym adresem i własnym pierwszym kontaktem.
Mam już własną stronę, nie chcę jej wymieniać.
Nie trzeba jej wymieniać. Wycenę da się dołożyć do strony, która już działa — jako osobna podstrona albo część wstawiona w istniejącą.
Skąd klienci trafią na moją stronę?
Z wyszukiwarki, bo ludzie szukają konkretnych spraw urzędowych i konkretnych dokumentów; z polecenia, gdzie strona rozstrzyga, czy ktoś napisze; oraz od klientów, którzy już korzystali. Strona nie robi ruchu z niczego — sprawia, że ten, kto już Państwa znalazł, faktycznie napisze.
Kto to będzie prowadził? Ja się na tym nie znam.
Stawki, terminy i opisy zmienia się jak wpis w kalendarzu w telefonie. Nie trzeba niczego programować ani nikogo wołać do drobnej poprawki.
To pewnie kosztuje więcej, niż mi się zwróci.
To da się policzyć wcześniej: ile zapytań o cenę przychodzi tygodniowo i ile z nich kończy się zleceniem. Napiszcie te dwie liczby, a odeślemy rachunek — również wtedy, gdy wyjdzie na to, że nie warto.