Takie, na których zarabiacie Wy, a nie portal. Klient wybiera termin i płaci u Was, a jego kontakt zostaje u Was — na następny sezon.
W Wiedniu pracujemy na miejscu — możemy spotkać się osobiście i pokazać, co budujemy.
Portale rezerwacyjne pobierają zwykle od jednej piątej do jednej trzeciej ceny. Przy spacerze za 150 euro to 30 do 45 euro od każdej rezerwacji.
Każdy sezon zaczyna się wtedy od zera, mimo że przez poprzedni przewinęły się setki zadowolonych osób.
Adresy działające na żywo — można wejść i sprawdzić.



Wystarczą dwa–trzy zdania. Odpowiadamy w ciągu jednego dnia roboczego, bez prezentacji handlowej i bez dzwonienia co trzy dni.
Do Wiednia przyjeżdżamy — jeśli wygodniej omówić projekt na miejscu, napiszcie o tym w wiadomości, a umówimy spotkanie u Państwa. Pokażemy wtedy działające strony, które zbudowaliśmy, i to, co dałoby się zrobić u Was.
Mam profil na portalu i stamtąd mam klientów.
I dobrze — nie namawiamy, żeby go zamykać. Portal zostaje do zdobywania nowych osób, własna strona przejmuje powracających i poleconych. Czyli tych, którzy przyszliby tak czy inaczej, a dziś zostawiają prowizję pośrednikowi.
Mam już stronę, nie chcę jej wymieniać.
Nie trzeba jej wymieniać. Rezerwację da się dołożyć do strony, która już działa — jako osobna podstrona albo część wstawiona w istniejącą. Jeśli po obejrzeniu uznamy, że to sama strona jest wąskim gardłem, powiemy to wprost, ale będzie to osobna decyzja, nie warunek.
Skąd klienci trafią na moją stronę?
Własna strona nie zastąpi portalu w zdobywaniu nowych osób i nie udajemy, że zastąpi. Ruch bierze się z trzech miejsc: z wyszukiwarki, z podpisu w mailu i z materiałów, które i tak rozdajecie, oraz od tych, którzy już u Was byli. Portal zostaje tam, gdzie jest naprawdę dobry — w pierwszym kontakcie z obcym człowiekiem.
Co, jeśli ktoś zarezerwuje i nie przyjdzie?
Można wymagać przedpłaty — całości, zaliczki albo niczego, zależnie od tego, jak pracujecie. Do tego jasna zasada odwołania i przypomnienie dzień wcześniej. To Wy decydujecie, jak twardo; my ustawiamy to tak, jak powiecie.
Kto to będzie prowadził? Ja się na tym nie znam.
Terminy, ceny i opisy zmienia się jak wpis w kalendarzu w telefonie. Nie trzeba niczego programować ani nikogo wołać do drobnej poprawki.
Czy zdążycie przed sezonem?
To zależy od zakresu, ale termin ustalamy na samym początku i mówimy wprost, jeśli się nie da. Jeśli celujecie w konkretny miesiąc, napiszcie to w wiadomości — odpowiemy uczciwie, także wtedy, gdy odpowiedź brzmi „nie w tym sezonie”.
To pewnie kosztuje więcej, niż mi się zwróci.
To da się policzyć, zanim cokolwiek zbudujemy: ile rezerwacji przechodzi u Was przez pośrednika w sezonie i ile z każdej u niego zostaje. Napiszcie te dwie liczby, a odeślemy rachunek — również wtedy, gdy wyjdzie na to, że nie warto.