Zapytanie przychodzi z metrażem, zdjęciami i terminem — więc jedziecie tylko tam, gdzie naprawdę jest robota.
W Wiedniu pracujemy na miejscu — możemy spotkać się osobiście i pokazać, co budujemy.
Zapytanie przez telefon nie niesie metrażu, zdjęć ani terminu. Trzeba pojechać, obejrzeć, wycenić — i w połowie przypadków usłyszeć, że klient się zastanawia.
Zdjęcia z budowy ogląda się na telefonie, często w słońcu i w rękawicach roboczych. Strona sprzed dekady tego nie wytrzymuje.
Adresy działające na żywo — można wejść i sprawdzić.



Wystarczą dwa–trzy zdania. Odpowiadamy w ciągu jednego dnia roboczego, bez prezentacji handlowej i bez dzwonienia co trzy dni.
Do Wiednia przyjeżdżamy — jeśli wygodniej omówić projekt na miejscu, napiszcie o tym w wiadomości, a umówimy spotkanie u Państwa. Pokażemy wtedy działające strony, które zbudowaliśmy, i to, co dałoby się zrobić u Was.
Klienci i tak dzwonią, po co mi formularz.
Telefon zostaje — nikt go nie zabiera. Formularz jest dla tych, którzy piszą wieczorem po pracy, i dla większych zleceń, gdzie klient chce najpierw wysłać zdjęcia i dostać wstępną cenę.
Robota idzie z polecenia, nie potrzebuję strony.
Polecenie i tak kończy się sprawdzeniem w internecie, zanim ktoś zadzwoni. Strona nie zastępuje polecenia — decyduje o tym, czy polecony klient rzeczywiście się odezwie.
Nie mam zdjęć zrobionych robót.
Zaczynamy od tego, co jest — kilka zdjęć z telefonu wystarczy na start. Sposób na zbieranie kolejnych ustawiamy przy okazji, żeby działo się to samo, a nie było kolejnym zadaniem na wieczór.
Mam już stronę, nie chcę jej wymieniać.
Nie trzeba. Formularz i realizacje da się dołożyć do strony, która już działa. Jeśli uznamy, że to sama strona jest wąskim gardłem, powiemy to wprost, ale będzie to osobna decyzja.
Skąd klienci trafią na moją stronę?
Z wyszukiwarki, bo ludzie szukają konkretnej roboty w konkretnej dzielnicy; z polecenia, gdzie strona rozstrzyga, czy ktoś zadzwoni; oraz z materiałów, które i tak macie — z auta, wizytówki, podpisu. Strona nie robi ruchu z niczego.
Kto to będzie prowadził? Ja się na tym nie znam.
Zakres usług i nowe realizacje dokłada się jak zdjęcie w telefonie. Nie trzeba niczego programować ani nikogo wołać do drobnej poprawki.
To pewnie kosztuje więcej, niż mi się zwróci.
To da się policzyć wcześniej: ile wyjazdów na oględziny robicie miesięcznie i ile z nich kończy się bez zlecenia. Napiszcie te dwie liczby, a odeślemy rachunek — również wtedy, gdy wyjdzie na to, że nie warto.